''W towarzystwie odpowiedniego człowieka możesz odbyć podróż dookoła świata, a będzie ci się zdawało, że wszystko to trwa jedną chwilę. W pojedynkę jedynie wleczesz się przez świat, nawet jeśli jedziesz ekspresem, albo lecisz samolotem''.
— Sándor Márai
Festiwal Fringe 2010 - niepowtarzalne wrażenia!
Tegoroczny Festiwal Fringe małymi kroczkami zmierza do
końca. Jak piszą szkockie gazety to największy z dotychczasowych festiwali w Edynburgu jakie miały miejsce w tym mieście, nie tylko ze względu na
ilość wystawionych przedstawień, ale i ilość przybyłych turystów, którzy pokonują
w wielu przypadkach tysiące kilometrów by choć na parę dni nacieszyć oko tym
wszystkim co się tu dzieje.
Swoje występy w czasie festiwalu mają tu nie tylko wielcy tego świata, ale to przede wszystkim wielka i niepowtarzalna szansa na zaistnienie dla tych, którzy dopiero zaczynają, lub chcieli by zacząć swoją karierę, jako artyści.
Historia festiwalu Fringe sięga 1947 roku, gdy osiem grup teatralnych pojawiło się nieproszony na występach (wówczas nowo utworzonego) Edinburgh International Festival, którego celem było inauguracja obchodów europejskich i wzbogacenie życia kulturalnego, które zamarło po II wojnie
światowej.
Fakt, że nie byli oni częścią oficjalnego programu festiwalu nie powstrzymało tych wykonawców od pokazania swoich sztuk i przedstawień.
Z roku na rok coraz więcej artystów za ich przykładem przybywało na festiwal, aż do momentu kiedy w 1959 roku powołano oficjalne Towarzystwo w odpowiedzi na wzrost sukcesu tej formy artystycznej.
Kiedy będziesz podążać ulicą Rogal Mail, która stanowi serce tego, co się dzieje na festiwalu, spotkasz ludzi przebranych w dziwne czasem stroje, umalowanych na twarzy, którzy grają wymyśloną przez samego aktora rolę. Jeden jest rycerzem pasującym dzieci na giermków, inna jest kobietą-duchem czy kobietą-rybą, a jeszcze ktoś jest z pewnością pracownikiem cyrku na urlopie, bo któż inny byłby w stanie jednocześnie żonglować, stać na drabinie i na desce bujającej się w prawo i w lewo. :)
Przedstawiciele danego przedstawienia cierpliwie oczekują z ulotkami informacyjnymi o tym co będą przedstawiać na swoich widzów, zachęcając swoim przebraniem czy przemową do wzięcia w nim udzialu.
Oczywiście nie brakuje tu kiczu, który też się sprzedaje, bo gdzie jak nie na pełnym luzu festiwalu może wystąpić pół nagi facet z gitarą w ręku, z zielonymi włosami na głowie i płetwa na stopie, zresztą święcie przekonany o swoim talencie.
Najbardziej podoba mi się w tym artystycznym wydarzeniu to, że spacerując po Edynburgu sam decyduję, w którym ulicznym przedstawieniu chcę uczestniczyć. Tak samo robią inni, zatrzymując się przed osobą, której przedstawiana forma artystyczna wydaję się najciekawsza.
Nie można być nie zadowolonym z tego co się ogląda, bo każdy artysta ma coś innego do pokazania i robi wszystko by zwrócić na siebie uwagę.
Oczywiście nie sposób zobaczyć wszystkiego, co dzieję się podczas festiwalu Fringe, ale nawet weekendowe przedstawienia na długo zostają w pamięci, ponieważ są tak bardzo inne od tego co można zobaczyć w teatrze czy kinie.
Często pełna improwizacja, czy wpadki nie wywołują dysaprobaty ze strony widzów, a są bardziej okazją do poprawienia relacji widz-showman, bo co lepiej jak nie śmiech zbliża widza do artysty.
Wieczorem życie festiwalowe zamiera na starym mieście, albowiem artyści dają show w różnych zakątkach miasta. Każdy z turystów ma już wcześnie ustalony grafik, co chce zobaczyć. Przed jednym z przedstawień, na jakie udałem się w tym roku, poznałem kobietą, która z synem przyjechała na 4 dni pociągiem z odległej części Anglii na Festiwal Fringe. Mieli znakomicie opracowany grafik co chcą obejrzeć, z obliczonym czasem na przemieszczenie się w inne miejsce miasta, a także wliczoną przerwą na kawę.
O Festiwalu Fringe 2010 dużo mógłbym pisać, ale podsumowując powiem, że nie można odmówić sobie choć raz by przybyć do Edynburga na to cudowne artystyczne wydarzenie.
Nie brak tu miejsca na improwizacje artystów. Jest tu również miejsce na tych bardzo uzdolnionych. To także sposobność na otarcie się z mieszanką kultur, ponieważ Festiwal gości artystów i turystów z całego świata.
Jeszcze tydzień i koniec Festiwalu, który z pewnością zabierze słońce ze szkockiego nieba, ale na pewno nie zabierze wrażeń i pozytywnych uczuć jakie przyniósł wszystkim, bo zarówno artystom, a szczególnie uczestnikom tego jedynego w swoim rodzaju wydarzenia!
PS Kilka zdjęć z festiwalu załączam TUTAJ
Dodany: 22/08/2010
Dodaj komentarz
© 2010 Copyright by Marek Michalski. All rights reserved. Use of photos without express permission is prohibited.


